Reklama:
Reklama:

Powrót do listy wiadomości

Najnowsze wiadomości

24 maj 2017

"Jajo Pegaza" #5

No już czas najwyższy na kolejne piąte jajko Pegaza, tym bardziej, że dużo się działo przez ostatni weekend TALK'owy.

Pierwszy mecz, czyli BOLMET vs MALBORK

BOLMET już chyba nie jest zaskoczeniem dla nikogo w tym „sezonie”. Pierwsze miejsce z 3 punktowym prowadzeniem nad Fanatykami, którzy są najbliżej. Nie sądzę by ktokolwiek ich zdetronizował, chyba, że cały Starogardzki targ nie przyjeżdżałby na mecze z powodu niechodzącego już, drużynowego Trabanta. Mimo to, Pan Janeczek ma kilka asów w rękawie, po które sięga dopiero w ostateczności (patrz: Karol Kamiński). Tak, więc mecz był z góry przegrany dla Malborka, a jednak chłopaki się nie poddawali. Naprawdę widać, że jedynym problemem chłopaków jak dotąd były lotne zmiany. Jakby przez cały sezon byli skoncentrowani na zmianach a nie na koszykówce. Teraz jak to już weszło im w krew, zaczęli grać w coś podobnego do koszykówki. Grają fajnie, zespołowo, kontrą. Niestety od technicznej strony wygląda to bardzo marnie, ale nikt już nie nauczy 20/30-latków jak się kozłuje piłkę czy jak powinien wyglądać prawidłowy rzut. Mimo to, że rzuty wyglądają koślawo, czasami jakby próbowali rzucać bumerangiem z wyskoku obiema rękoma, to coś zawsze siedzi. Usiądzie jedna, druga trzecia i wynik jest blisko. Zawsze jednak brakuje im tych paru oczek do przeciwników i trudno stwierdzić, czy to, dlatego, że przeciwnik się bawi, bo wie, że to Malbork, czy naprawdę stara się zrobić tą przewagę dla stolika, żeby nie musieli zatrzymywać 4 kw.

Drugi mecz, czyli „Dzień Zemsty”

Fanatycy i Basket. Tym razem z dobrą obsadą sędziowską. Więc nie było mowy by cokolwiek zrzucić na sędziów. Bez wymówek. No i fanatycy dali radę. Basket ostatnio potrafił zaskoczyć, ale nie tym razem. Biały nie wystarczył, ewidentnie zabrakło obcasów w Baskecie i dobrze wiecie, o kim mówię.  Fanatycy wyszli z pianą na ustach i tatuażami „zabije Cię” na czołach. Przysłowiowo oczywiście. Zaskakująca jest znikoma różnica na tablicach obu drużyn, ale straty zrobiły swoje. 22 sztuki dla Basketu przy 7 Fanatyków. Nieźle, co? Basket jakby założył produkcję strat w tym meczu. A pracownikami dnia byli: Biały(6), Siwy(5) i Pan Darek (4). Razem 15, zdecydowana większość totalu drużyny. Najbardziej elektryczny był Filip Rajkowski, jak za starych dobrych czasów SKS'u. 25 pkt 4 ast 2 przechwyty. Mimo tak wielu czynników na niekorzyść BASKET'u mecz był bardzo zacięty. Basket cały czas był z tyłu, ale o nieznaczną liczę oczek. Różnicę zrobił zdecydowanie 5 faul Siwego, który musiał zejść, tym samym Basket pozostał bez deski i uj bombki strzelił. Później spadł Biały, Pan Darek nieco wcześniej, ale on nie robi wielkiego znaczenia. Sorry Panie Darku, ale taka prawda. Nie masz sobie równych w przeklinaniu i słownych potyczkach, ale na boisku koszykarskim brakuje Ci... cóż, wszystkiego. Po zejściu dwóch kluczowych zawodników, Basket nie miał szans i Fanatycy tylko powiększyli przewagę do 8 pkt i tak już zostało do wyniku końcowego.

Trzeci mecz Sobotni, czyli Dev(b)ils vs Tigers

Serio? Mam wymyślać jeszcze więcej metafor o tym, jacy Tigersi są fatalni w tym sezonie? Początek dużo obiecywał, ale przez to, że chłopacy nie grają i nie stawiają się na mecze, oddając walkowery jest to zawód w moich oczach. Miało być fajnie, Doria plus Laser i cała otoczka w postaci Aleksego, Suchego i (niech mu będzie) Styki. A cały sezon? Naprawdę, jeśli chcecie się czegoś dowiedzieć to przeczytajcie poprzednie Jaja i wszystko będzie jasne. Nic się nie zmieniło. Najważniejszą informacją z tego meczu jest taka, że Aleks grał w bandanie i generalnie oficjalnie otrzymał nowy przydomek „odwrócony Tupac”. W zasadzie to wszystko. Nawet druga kwarta, gdzie przecież Devilsi zamieniają się w Debils'ów niewiele pomogła Tigersom. Przykro mi o tym mówić, naprawdę. Chciałbym znaleźć jakiś powód, żeby, chociaż w jednym meczu opisać Tigersów w dobrym świetle, ale moje sumienie mi nie pozwala. Musicie dać mi ten powód. Niedzielny mecz oczywiście był ciekawszy, bynajmniej nie ze względów sportowych. Devilsi nawet się nie zmęczyli, co nie jest łatwe, zważywszy na to jak starzy są to zawodnicy, może oprócz planeta. Ross z najlepszym evalem, mimo że przesiedział całą 2 kwartę, jak to Rosół.

 

SOBOTA

ProCam vs MALBORK

Nie wiem czy jestem odpowiednią osobą by opisać ten mecz, gdyż stoję po jednej z dwóch stron barykady. Niemniej spróbuję. Malbork z perspektywy zawodnika na boisku, nie jest taki zły. Jak już ogarną tą obronę po 3 wezwanym czasie, to nie jest tak łatwo przeciwko nim grać. Fakt faktem ProCam ostatnio robi pod siebie, po czym się w tym tarza jak szczeniak, który jeszcze nie wie, co właśnie zrobił. Ha! Szczeniak, to mi wyszło. Ta sytuacja jednak nie ujmuje Malborkowi i temu, czym się stają. Każdy ich przegrany mecz ostatnio, to mecz na styku. Jeszcze niczego nie wygrali, ale wydaje mi się, że już niedługo. ProCam natomiast nie potrafi ostatnio pokazać nam gry, do jakiej nas przyzwyczaili. Z reguły wyglądali na solidny zespół jak spod skrzydeł Pop'a. Teraz są to indywidualne występy, przeciwko słabym drużyną w TALK'owych standardach. Poprzedni z Tigersami to było 25 pkt Vikinga, teraz 34 pkt Wojciechowskiego, który wrócił po poważnej kontuzji łokcia i jak widać czuje się dobrze. W ataku „psiarni” nie widać ostatnio ruchu bez piłki. Jakby po sekwencjach defensywnych niektórzy nie mieli już siły do biegania bez piłki w ataku. Piłka chodzi, ale między stacjonującymi „wieżami”, a ProCam przecież ruszał się bez piłki jak gazele uciekając przed obrońcą niczym gepardem chcącym je zjeść. Przechodzili jak Szarańcza, nie pozostawiali po sobie NIC. Teraz jakby byli zmęczeni od zajmowania się swoimi dziećmi i przychodzili na TALK z przykrego obowiązku mistrzowskiego team'u.

Drugi Mecz, czyli „Apogeum Frustracji”

BOLMET vs Tigers

Tak, Tigersi są sfrustrowani. Dlaczego? Proste. Jak to okazują? Dwoje zawodników pierwszej piątki schodzący za 5 fauli, w tym jeden przed połową? Doria po prostu miał chyba zły dzień. 7 minuta 2 kwarty a Pan Dernałowicz schodzi za 5 fauli. Styka nie był gorszy, bo dokładnie kwartę później zdecydował się sfaulować Szymona, po czym wdał się z nim w potyczkę słowną i dostał technika. Piąty faul, żegnamy pana. Szymon w tej sytuacji także dostał technika, bo o mało nie doszło do rękoczynów. Był to jego drugi technik w tym meczu, więc został wydelegowany do szatni. To, co usłyszałem od jednej ze stron po meczu, wskazywało na to, że pan, z Tigersów szukał guza. Znaleźć go najlepiej w La Scalle'i. Na TALK'owym boisku pragniemy zajmować się koszykówką i zdrową rywalizacją. Poza całą tą otoczką nieprzyjemności, mecz był całkiem całkiem. W suchego coś wstąpiło i trafił 3 trójki z rzędu w drugiej kwarcie i mecz był na „Styku”. Niestety Suchy wrócił do nas w drugiej połowie i chybił następne trzy. Laser był sobą cały mecz. 22 pkt to coś, do czego jesteśmy już przyzwyczajeni, a nawet wymagamy więcej od tego reprezentanta naszej Pomeranii. Szymon Radomski dowiedział się o tym, że „spin move” to kroki poniewczasie, bo zdążył już dostać technika za użalanie się po kolejnym gwizdku sędziego, przez co później został wyrzucony z boiska. Prawdziwy festiwal kroków. Czasami już nie wiedziałem czy sędziowie tańczą Macarene (czy tam coś innego) czy gwiżdżą kroki. 7 strat Szymona mówi samo za siebie. Podejrzewam, że 4-5 z tego to właśnie kroki. Jednak nawet bez Szymona, BOLMET daje sobie radę z Tygryskami, a wszystko za sprawą Macieja „cichej wody” Kraśniewskiego. Pozdrów brata młody. 22 pkt na lepszym procencie niż Laser do tego 2 przechwyty i eval w wysokości 21. Brawo Ty, Clap Clap.

Ostatni mecz weekendu, czyli „thriller”

DEVILS (celowo bez „b”) vs Fanatycy

Clap Clap, brawo za jedyny mecz z dogrywką jak dotąd w tym sezonie. Po pierwsze: Devilsi zaskoczyli szybko uzyskaną przewagą 11 pkt po połowie. Wygrali obie początkowe kwarty, co jest niemałym zaskoczeniem. Później niestety już było gorzej. Para opadła z Devilsów i zaczęli oddychać rękawkami w czasie gdy fanatycy grali ta samą koszykówkę. Złociści utrzymywali dobry poziom w obronie ale nie uzyskiwali nic w ataku zmęczeni kolejnymi sekwencjami Defensywy. Do tego w 4 kwarcie spadł najsławniejszy faularz w TALK'u , Marcin Etmański. Wtedy właśnie jak grom z jasnego nieba, niczym Bill Murray w Space Jam spadł Tata, by poprowadzić swój zespół w trampkach. Niestety Fanatycy zdołali zremisować przed syreną końcową, co oznaczało dogrywkę, czyli największy koszmar drużyny Devils w tym sezonie. Nie ma dla nich nic gorszego niż dogrywka. Wszyscy dokładnie wiedzą, że biorą czas w każdej kwarcie nie z przyczyn taktycznych, lecz po to by odpocząć. Tak więc zmęczenie i stare kości zrobiły swoje w tej rywalizacji i żaden gracz w żółtej koszulce nie miał dość siły by zatrzymać braci Rajkowskich szarżujących na kosz w dogrywce. Nie mogło się to inaczej skończyć. Fanatycy 5oma.

To wszystko jeśli chodzi o ostatni weekend TALK'owy. Był to jeden z lepszych weekendów tego sezonu pod względem rywalizacji jak i nowych ksywek i stałych zawiedzionych lub znudzonych min kibiców niektórych drużyn. Tym mottem kończę, Dobranoc Państwu.

Wasz Szef Kuchni Talk'owej.

Pokaż wiadomości

Reklama: